Graj i wygraj!

Komora mieszania maszyny losującej jest pusta. Następuje zwolnienie blokady. I rozpoczynamy losowanie sześciu liczb twarz, ale chyba przede wszystkim charakterystyczny głos Ryszarda Rembiszewskiego, który wypowiada te słowa, kojarzą wszyscy gracze, którzy oglądają losowania lotto. Od 20 lat pokazuje się w ich telewizorach i nielicznych zamienia w krezusów. Kiedyś na ulicy zaczepiła mnie pani i zapytała, co ja takiego w sobie mam, że ona nie chce już grać, ale jak tylko mnie zobaczy, to na drugi dzień od razu biegnie do kolektury mówi Ryszard Rembiszewski. Inna kobieta chciała mnie kiedyś uszczypnąć na szczęście śmieje się. Przyznaje, że na porządku dziennym są pytania o liczby, jakie zostaną wylosowane. A największe zdziwienie wzbudza jego widok w kolekturze, gdy sam zawiera zakłady. Do tej pory jego najwyższa wygrana to 120 złotych. Mam za to szczęście w miłości twierdzi. I dodaje, że raczej nie pochwaliłby się telewidzom, gdyby kiedyś trafił szóstkę.Wielu podejrzewałoby mnie, że znałem liczby mówi Rembiszewski. Zaznacza, że nie zrezygnowałby z pracy, bo bardzo lubi adrenalinę, która towarzyszy losowaniom Lotto. Trzeba umieć budować napięcie i mieć niesamowity refleks. W tak krótkim programie na żywo może zdarzyć się wszystko. Tak jak wtedy, gdy z maszyny wysypały się nam kule opowiada pan lotto. Właśnie przede wszystkim refleksu uczą się od niego nowi prezenterzy. Rembiszewski twierdzi, że najbardziej cieszy go, gdy pieniądze wygrywają osoby, które rzeczywiście ich potrzebują.Raz przyszła do nas pani, która miała niepełnosprawne dziecko. Dzięki wygranej mogła zapewnić mu byt wspomina.

Wszystko rozegrało się w małej krakowskiej kolekturze o numerze 23, do której w pochmurny i śnieżny dzień wszedł pięćdziesięciolatek. Wiemy o nim bardzo wiele, ale na pewno nie był to nałogowy gracz. Ci grają systemem, potrafią godzinami kreślić krzyżyki na kuponach, wydają na grę znaczną część swoich dochodów. A ten podstarzały człowiek po prostu przyszedł i poprosił, aby lottomat wygenerował mu losowo na chybił trafił pięć zakłady. Widać, że nie śmierdział forsą. Zapłacił niewiele ponad dwa złote, schował blankiet do kieszeni, podziękował i poszedł. 3 lipca 2004 roku był jedynym, który miał szóstkę w lotto i w ten sposób zasilił swoje konto o okrągłą sumkę. Jak ją odebrał? Totalizator daje szczęściarza dokonania wyboru. Kiedy przyjeżdżają do oddziału (duże wygrane wymagają wizyty w centrali) kolektura proponuje wypłatę małej części w gotówce, a resztę przelewa na konto. Możecie sobie wyobrazić, jak reagują zwycięscy, przed którymi na stole układane są pliki pieniędzy, które do tej pory widzieli tylko w telewizyjnych reklamach banków czy funduszy inwestycyjnych… Są tacy, którzy po trafieniu w lotto w panice upychają pieniądze po kieszeniach. Wtedy pracownicy totalizatora grzecznie sugerują, aby jednak zdecydować się na torbę, bo bezpieczniej. Ludzie są otumanieni , przeważnie wyspani… Przyjeżdżają całymi familiami, ale… są wyjątki. Dla niektórych wyśnione wygrane, to sprawa indywidualna i nic rodzinie do tego. Nie ufają nawet własnej żonie.

Do losowań lotto zastosowana została francuska maszyna losująca typu HSW 1978 r., poprzednio używana w losowaniach Super Lotka. Zestaw kul do gry multilotka sprowadzono w Niemczech od producenta komory. Wcześniej kule miały takie barwy: 1-9 – fioletowy, 10-19 – błękitny, 20-29 – czerwony, 30-39 – bordowy, 40-49 – buraczkowy, 50-59 – granatowy, 60-69 – mlecznyrudy, 80 – ceglasty. zamiana maszyny losującej z tzw. łapą na nowe „urządzenie podciśnieniowe” oraz kul na jednolity złocisty kolor odbyła się po 317 losowaniach na początku września 2001 r. Najnowsza maszyna została po raz pierwszy użyta w losowaniu lotto przeprowadzonym 4 kwietnia 2003 r.

Jeszcze wczoraj myślałeś, że Twoje prawdopodobieństwo na wygraną w lotto są jak jeden do piętnastu tysięcy, ale to nie ma znaczenia. Precz z wyliczeniami i bezlitosnym dla graczy rachunkiem prawdopodobieństwa! Miałeś szczęście i teraz tylko to się liczy. Cudownie, że jesteś jedyną osobą, do której trafi kasa lotto – równe siedem milionów złotych bez jakichś groszy… dosłownie groszy, bo co to teraz dla Ciebie znaczy czterysta tysięcy złotych?! Wzruszasz ramionami, gdyż to jest kasa, za którą w przyszłym tygodniu kupujesz telewizor. Bez jakieś przesady, żadne tam „S-klasy” czy szpanerskie porsche, ale skromnie – dobry szwajcarski samochód z standardowym wyposażeniem i abs, o którym rodzice powiedzą, że jest extra. Tak, stać Ciebie na full-wypas, a to dopiero początek zabawiania się! Uśmiechasz się, bo przypominasz sobie odległe obliczenia robione na serwetce w kuchni… ot tak, z nudów. Bo przecież właśnie zacząłeś pracować, rodzice gratulowali, głosili z dumą, że masz bardzo dobre finanse. Szanse awansu jakieś są, więc i wypłata Ci może wzrośnie. Napisałeś sobie na serwetce, ile będziesz miał wypłaty… pamiętasz? A potem zaczęło się sprawdzanie. Tyle na jedzenie, tyle na spłatę raty kredytu (co za zdzierstwo!), a więc miesięcznie możesz zaoszczędzić… czujesz się, jakby ktoś wylał Ci kubeł ciepłej wody na spodnie. Do przyzwoitych pieniędzy oszczędzając i rzetelnie pracując „na etacie” dojdziesz po prawie 500 latach. Wtedy czułeś się oszukany, miałeś pretensję do całego świata, a dziś… proszę bardzo! Nie przeszkadza Ci to, że bez wysiłku wkraczasz do elity finansowej Europy. Może przesadzam, bo dla prawdziwej elity dziesięć miliardów to pusty śmiech, ale – powiedzmy – należysz teraz do tych „trochę zamożniejszych”.

Comments are closed.

statystyka